Moja historia z Koenzą
Koenza to moje odkrycie tego roku. Biorę ją dopiero drugi miesiąc, ale mogę śmiało powiedzieć, że w moim przypadku uczyniła cuda. I nie ma w tym ani źdźbła przesady.
Immunaxis od Koenzy: płynny postbiotyk ze sfermentowanych borówek i czarnej maliny z ekstraktem z bzu czarnego. Biorę go na jelita i stan zapalny.
Krótka historia. Pierwszy raz zeszłam na dużo niższe dawki psychotropów po rozpoczęciu hormonalnej terapii perimenopauzalnej. Drugą bardzo dużą poprawą było przejście na keto. Ale wciąż miałam bardzo, ale to bardzo zepsuty sen i kompletną nieprzewidywalność samopoczucia.
Kiedy chorowałam, zawsze trzeba było się liczyć z tym, że potrwa to miesiąc. I to nie tak, że coś tam porobię przy komputerze przez 3 godziny. Miałam taki brak sił, że praktycznie tylko leżałam. Notorycznie czułam się skrajnie zmęczona, tak jak w chorobie: brak sił na podstawowe rzeczy, zrobienie sobie jedzenia, kąpiel, nie mówiąc o pracy.
Po bardzo dużej chorobie zdecydowałam się na Koenzę i wszystko bardzo szybko zaczęło odchodzić. Schodzę już z ostatniego psychotropu, zostały mi tylko leki na ADHD. Zaczęłam regularnie pracować jak normalny człowiek, a posiedzenia po kilkanaście godzin nie są wyzwaniem. Zaczęłam chodzić spać i budzić się o tych samych godzinach i, co było dla mnie krytyczne, przestałam wybudzać się po kilku godzinach snu, po czym zawsze czułam się fatalnie. Zmniejszyło się moje zapotrzebowanie na sen z 8 do 6,5 godziny (choć to może być połączony efekt z keto). Nigdy nie czułam tyle energii i witalności.
Na Koenzie złapałam chorobę, która zawsze kładła mnie do łóżka na 2 do 4 tygodni. Tym razem pierwszy raz byłam w stanie pracować przy komputerze. To jest fenomen.
Regulacja mikrobioty jelitowej okazała się mieć u mnie gigantyczne znaczenie.
To moje doświadczenie, a nie wynik badania. Leków nie odstawiaj na własną rękę, zmiany dawek zawsze z lekarzem.
Więcej o tym, dlaczego jelita mają taką moc, i o reszcie mojego zestawu: Niezbędnik stulatka - krok 1.